Jak dowiedziałam się o tym, że choruję na Chłoniaka?


Jak już poprzednio napisałam chciałabym opisać nieco temat choroby, którą przeszłam, jest to coś czym chcę się podzielić, ponieważ jednak ta choroba zdefiniowała to jakim jestem człowiekiem (jak pisałam, mam nadzieję, że są takie osoby, które potrzebują to przeczytać i natrafią na ten artykuł). W sumie pisząc to zastanawiam się po co to piszę i po co te szczegóły, ale chyba po prostu potrzebuje to z siebie w końcu wyrzucić i opowiedzieć swoją historię w ten sposób.

Zacznę od tego, że w mojej rodzinie nikt nie chorował na nowotwory więc nigdy nie przeszło mi przez myśl, że mogłabym być w tak zwanej grupie ryzyka. Starałam się też zdrowo odżywiać oraz ćwiczyłam prawie codziennie czy to na siłowni czy jakiś fitness. Oczywiście jak to większość młodych ludzi nie ukrywam, że lubiłam imprezować. Ogólnie, kilka lat temu miałam taki moment kiedy powiedziałam sobie, że w końcu mi się układa. W końcu czułam się pewna siebie, znalazłam prace w korpo, w której poznałam mnóstwo świetnych ludzi, mogłam sobie kupić ciuszki jakie chcę a na imprezach pić kolorowe drineczki kiedy pewnego wieczoru oglądając serial wyczułam małą kulkę nad obojczykiem i przeszła mnie myśl „coś jest nie tak”. Co śmieszne - opisałam to dokładnie w Google i już wtedy się zdiagnozowałam. :p

Złe przeczucie

To złe przeczucie męczyło mnie tak bardzo, że od razu poszłam do lekarza i byłam kierowana na różne badania do przeróżnych lekarzy by wykluczać i badać, co oczywiście strasznie mnie wkurzało, bo było to dla mnie zero konkretów, za to od każdego lekarza słyszałam tylko: „nooo nie wygląda to dobrze”, „nooo proszę się jak najszybciej udać do hematologa”, „oj bardzo dobrze, że Pani przyszła”. Serio człowiek ma się czuć jakkolwiek dobrze po usłyszeniu czegoś takiego? W sensie, wiem, że nie mogli nic mówić póki nie byli pewni, ale słysząc coś takiego ja nastawiłam się już na scenariusz z tych wszystkich filmów o chorych ludziach! Wiecie, że człowiek dowiaduje się o chorobie, zaczyna chemioterapie, wypadają mu włosy, dużo płacze, wszyscy wokół dużo płaczą, a ostatecznie umiera. Oczywiście wraz z moimi przyjaciółkami zaczęłyśmy każdą imprezę traktować jakby to miała być nasza ostatnia wspólna impreza. Tak naprawdę mało kto z ludzi wokół chciał mi wprost powiedzieć „Tak, może będziesz chora, może wypadną Ci włosy, ale sobie poradzisz” słyszałam tylko, że to na pewno nie to i mam się nie martwić albo „pewnie to wytną i tyle, będziesz już zdrowa”.



Wracając do lekarzy, okazało się, że miałam dużo szczęścia w nieszczęściu, gdyż jeden lekarz wysłał mnie do lekarki, której specjalizacją była tarczyca, ta powiedziała od razu, że to nie sprawa dla niej i dała mi numer do najlepszej Hematolog w okolicy i całe szczęście okazała się ona dyrektorem oddziału hematologii w szpitalu onkologicznym więc po przebadaniu mnie dostałam od razu skierowanie na wycięcie guza do badania histopatologicznego oraz skierowanie na wizytę u niej w szpitalu już wraz z wyciętym guzem. Do dziś pamiętam dzień kiedy wyszłam po tej wizycie, a w radiu w samochodzie leciał Harry Styles „Sign of the Times” pomyślałam tylko „serio? W takim momencie?”

Guz w słoiczku(?)

To był hit i nikt nie chciał mi uwierzyć, że naprawdę to tak wyglądało, ale po zabiegu w prywatnej klinice dostałam wyciętego guza znad obojczyka do specjalnego słoiczka, w którym musiałam go zawieźć do szpitala onkologicznego na badanie. Oczywiście od Lekarza, który wykonywał mi zabieg również usłyszałam, ze dobrze, że tak szybko zareagowałam, więc wtedy już wiedziałam na 100%, że to Chłoniak, który wygooglowałam. Nawet porównując guz, którego obrazek wyświetli się po wyszukaniu Chłoniaka Hodgkina mój wyglądał tak samo, wiec pozostało tylko nastawić się na to co nastąpi, a nie mieć już nadziei na to, że będzie inaczej. Między tym, a moim pobytem w szpitalu minęło kilka „ostatecznych” imprez, które wraz z przyjaciółkami wspominamy do dziś. Ostatecznie na diagnozie w szpitalu wszystko się wyjaśniło, dowiedziałam się o planie leczenia i o tym, że owszem wypadną mi włosy, ale może nie wszystkie. 

Szpitalne jedzenie


Ogólnie warto jeszcze zaznaczyć, 
że od momentu kiedy znalazłam tą małą kulkę nad obojczykiem aż do momentu kiedy rozpoczęłam leczenie (były to około 2 miesiące) guz rozrósł się na całą lewą stronę szyi i zaczął być naprawdę uciążliwy w codziennym funkcjonowaniu (tutaj pragnę dodać, żebyście nie bagatelizowali jakichś dziwnych rzeczy pojawiających się nagle na waszym ciele oraz pamiętali by regularnie się badać!) Wcześniej raczej należałam do osób otwartych, aktywnych w social mediach, lubiących kontakt z ludźmi. Ostatecznie rozpoczynając leczenie słuch po mnie zaginął
.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dlaczego zdecydowałam się założyć tego bloga?

Życie po nowotworze